<?xml version="1.0" encoding="iso-8859-2"?>
<rss version="2.0">
<channel>
<title>VANILLA wita</title>
<link>http://www.vanilla.pun.pl</link>
<description> VANILLA wita</description>
<language>pl</language>
<docs>http://backend.userland.com/rss</docs>
<item>
<title>Galeria</title>
<link>http://www.vanilla.pun.pl/viewtopic.php?pid=217#p217</link>
<guid isPermaLink="false">217@http://www.vanilla.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[<a href="http://img841.imageshack.us/img841/7881/livero575.png" target="_blank" rel="nofollow">http://img841.imageshack.us/img841/7881/livero575.png</a> - strzela baranki by Deidre<br /><br /><a href="http://img26.imageshack.us/img26/1838/liverospeed577.png" target="_blank" rel="nofollow">http://img26.imageshack.us/img26/1838/l &hellip; eed577.png</a> - ze Speedwayem by Deidre]]></description>
<pubDate>Niedziela 25 WrzesieĹ</pubDate>
<comments>Niedziela 25 WrzesieĹ</comments>
</item>
<item>
<title>Odpoczynek - jazda na oklep</title>
<link>http://www.vanilla.pun.pl/viewtopic.php?pid=216#p216</link>
<guid isPermaLink="false">216@http://www.vanilla.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Ostatnio mielismy sporo roboty. ciagle zawody, treningi - brakowalo niekiedy czasu na lekkie jazdy. Widzialam, ze kon jest przemeczony, jednak stanie w boxie nie dawalo mu pelni relaksu. <br />Wybralismy sie dzisiaj na spacerek na spokojnie. Luzna wodza, jazda na oklep i pełna swoboda. <br />wybralismy sie na spacerek po wybiegu, na ten duzy konie sa dosc zadko wypuszczane ze wzgledu na to, ze stoja tylko dwa wiec nei ma takiej koniecznosci. konik byl dosc czysty, przetarlam go tylko z grobsza z kurzu, nawet sklejek nie bylo za specjalnie. <br />Livero byl jakis zmeczony, ciagle te ostre treningi daly mu sie widocznie we znaki. Nie rwal sie do przodu, wrecz zostawal w tyle i trzeba go bylo troszke pchac. Pozwolilam mu wyciagnac glowe do dolu, co przy siodle sie nie zdarzalo z obawy przed zapoprezeniem. Stepowalismy, pozniej troszke klusa ale wszystko w zwolnionym tempie.&nbsp; Pozwolilam mu tez podgryzc troche listkow po drodze. <br />Wstarczy tego czlapania bez sensu, w stepie porobilismy kilka voltek, w stepie, klusie. Nawet nie musialam mu mowic aby podniosl glowke i troche zganaszowal. Mimo wszystko nie pilnowałam go i pozwolilam na niedokladnosc wykonania na luzie. Kontynuujac odpoczynekdelikattne chody boczne, nei za mocno bo przeciez sie nie rozgrzewalismy. <br />Ogier byl chyba troche zdziwiony, ze nie wymagam od niego tyle co zwykle, jest nieprzyzwyczajony do takiego dreptania bez celu. Kon uniosl glowe, wyelastycznil chod co dalo mi powazne bujanie. Zebral sie jakby pytajac &quot;co teraz?&quot;. wyciagnelismy klus, a raczej bardziej wyciagal nogi robiac duzy wykrok, jednoczesnie nie wykonujac jednak szybkiego chodu. Unikalam bardzo ostrych zakretow, bo jednak ma chodzy bardzo wybijajace, a przy jego elastycznosci moglabym sie zsuwac na zakretach. Wykonuwalismy wiec lagodne zmiany kierunku, kilka razy zagalopowalismy na krotkie odcinki, bardziej by pocwiczyc wykonanie zagalopowanie nic bezposrednio ten chod.<br />Byla to spokojna jazda na odprezenie. Pozniej znow stepowalismy, brodzilismy troche w blocie. Siwy rozruszal się i nie ociagał tak jak na poczatku, widac bylo, ze potrzebowal takiego odprezenia.]]></description>
<pubDate>Niedziela 25 WrzesieĹ</pubDate>
<comments>Niedziela 25 WrzesieĹ</comments>
</item>
<item>
<title>Galeria</title>
<link>http://www.vanilla.pun.pl/viewtopic.php?pid=212#p212</link>
<guid isPermaLink="false">212@http://www.vanilla.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[<a href="http://desmond.imageshack.us/Himg692/scaled.php?server=692&filename=840821.jpg&res=medium" target="_blank" rel="nofollow">http://desmond.imageshack.us/Himg692/sc &hellip; res=medium</a> stoi w terenie]]></description>
<pubDate>Sobota 10 WrzesieĹ</pubDate>
<comments>Sobota 10 WrzesieĹ</comments>
</item>
<item>
<title>Galeria</title>
<link>http://www.vanilla.pun.pl/viewtopic.php?pid=209#p209</link>
<guid isPermaLink="false">209@http://www.vanilla.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[<a href="http://img199.imageshack.us/img199/7287/skanuj0001al.jpg" target="_blank" rel="nofollow">http://img199.imageshack.us/img199/7287 &hellip; 0001al.jpg</a><br />luzem by nie pamietam kto]]></description>
<pubDate>PoniedziaĹek 15 SierpieĹ</pubDate>
<comments>PoniedziaĹek 15 SierpieĹ</comments>
</item>
<item>
<title>Galeria</title>
<link>http://www.vanilla.pun.pl/viewtopic.php?pid=207#p207</link>
<guid isPermaLink="false">207@http://www.vanilla.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[<a href="http://desmond.imageshack.us/Himg833/scaled.php?server=833&filename=asxdas.png&res=medium" target="_blank" rel="nofollow">http://desmond.imageshack.us/Himg833/sc &hellip; res=medium</a><br />pod siodlem dresazowo od Bix]]></description>
<pubDate>Czwartek 21 Lipiec</pubDate>
<comments>Czwartek 21 Lipiec</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.vanilla.pun.pl/viewtopic.php?pid=206#p206</link>
<guid isPermaLink="false">206@http://www.vanilla.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Ustaliłyśmy z Tiarą, że jest już dostatecznie ciepło by wybrać się na dłuższy teren. Postanowiłyśmy wziąć wszystkie konie na raz, w czym Etna i Dev'a niosły by kilka tobołków&nbsp; bo chciałyśmy zostać na noc przy jeziorku. Miała przyjechać też Metka z Speedway'em. <br />Z samego rana, jak Ti dawała jedzonko kuniom, pojechałam samochodem by przygotować trochę teren pod obozowisko. Nad jeziorem miałyśmy specjalnie przygotowane miejsce, tzn. ogrodzone tasiemką, gdzie mogłyśmy zostawić konie na popas. Gdy przybyłam na miejsce, poprawiłam paliki i ogólnie troche ogarnęłam to miejsce bo zarośnięte było&nbsp; Zostawiłam też tam duży namiot z kocami i kuchenkę do podgrzewania jedzonka. Zrzuciłam jeszcze siano dla koni i przykryłam płachtą, w razie gdyby padało, chociaż sie na to nie zapowiadało. Koło siana, schowałam też butle z wodą dla koni i dla nas. Zostawiłam też tam kilka lekkich derek na noc dla kuni. Wróciłam do Mavera. <br />Miałyśmy wszystkie spotkać się w stajni o 11, było przed 10 więc jeszcze miałam czas. Ti szykowała prowiant w domu, ja zamiotłam podwórze i zniosłam cały potrzebny nam sprzęt przed stajnie. Przygotowałam też miejsce dla Speedway'a w ostatnim wolnym boksie. Poszłam pomóc Tiarze. Zapakowałyśmy wszystko ładnie w plecaczki i małe pakunku. Były tam kanapki dla nas, jakieś smakołyki dla koni, kilka butelek wody i apteczka pierwszej pomocy. Było w pół do jedenastej i postanowiłam wyprowadzić Devaraję i Etnę, bo to one miały nieść nasz prowiant i trzeba było trochę posiedzieć przy przywiązywaniu wszystkiego&nbsp; Wyprowadziłam najpierw Dev'ę a potem Etniaka. Wzięłam szczotki i zaczęłam czyścić mojego Gniadulca. Etna wierciła się przy czyszczeniu. Była lekko spięta. Z trudnościami, ale wyszczotkowałam jej sierść i wyczesałam grzywę i ogon. Potem zabrałam się za nogi. Tylne ładnie mi podała, ale przy przednich walczyła trochę. Nie dawałam jej spokoju dopóki nie podniosła tej nogi którą chciałam. Koło 11 była już czysta. Zabrałam się szybko za czyszczenie Devki. Z nią nie było problemów i szybko ją wyczyściłam. Było już po 11 a Metki nie było jak na razie widać. Założyłam pas do lonżowania Etnie. Gniada kuliła uszy i prychała ale stała w miejscu. Wzięłam ją na uwiązie poprowadziłam wokół podwórza, żeby zobaczyć czy nie będzie odstawiać jakiś numerów. Szła trochę spięta, ale nie stawiała się. Wróciłam na miejsce i zaczęłam robić masaż na rozluźnienie. W tej chwili usłyszałam samochód w oddali. <br />Po chwili samochód Metki z przyczepą wjechał na nasz podjazd. Z przyczepy usłyszałam rżenie i stuknięcie kopytem. Zostawiłam Etne i skierowałam się do parkującego auta. Tiaru wyskoczyła szczęśliwa z domu i razem ze mną doszłyśmy do samochodu. Metka wyszła i przywitała się z nami. Miała problemy z Speedem przy wprowadzeniu do przyczepy i dla tego później się zjawiła. Postanowiłyśmy więc, jak najszybciej go wyprowadzić. Metka weszła do środka przyczepy, a my z Ti czekałyśmy aż da sygnał żeby otworzyć klapę. <br />Po otwarciu klapy, Metka zaczęła powoli nakłaniać ogiera by zszedł do nas. Zajęło nam to trochę czasu, ale w końcu Speed wyszedł z przyczepy. Był spięty i spocony, więc Ti pokazała Metce do którego boksu może go wstawić i tam z nim została aż sie nie uspokoił. <br /><br />Miałyśmy wyjechać po 12, nawet koło 13. Po południu miałyśmy dojechać nad jezioro, potem rozłożyć namiot, a następnego dnia mamy pławić konie i same się kąpać. Po obiedzie mamy wracać do Mavera. <br /><br />Cóż ja wróciłam do masażu Etny, a gdy się uspokoiła, zostawiłam ją na chwilkę i poszłam do dziewczyn wypić kawę. Usiadłyśmy wszystkie trzy w kuchni i z Ti zaczęłyśmy opisywać drogę Metce. Moja babcia upichciła nam ciasteczka na podróż i też z nami usiadła. O 11.40 wyszłyśmy z powrotem na podwórze i wyprowadziłyśmy wszystkie konie by je przygotować. <br />Etna już uspokoiła się i stała spokojnie obok Devy. Metka z Tiarcem szyściły Hidalga, Speed'a i Bomb'a na którym miałam jechać ja. Do pasu Etny przyczepiłam po obu stronach, dwa pakunki z kanapkami. Były lżejsze niż butelki z wodą, apteczka i smakołyki więc postanowiłam że to będzie niosła by jej nie obciążać. Etna pewnie dziwnie się czuła z lekkim obciążeniem, ale niech sie przyzwyczaja . Poklepałam ją i dałam marchewkę w nagrodę, a potem podeszłam do Devaraji. Założyłam jej siodło westernowe i do niego przyczepiłam worki z butelkami, apteczkę i worek ze smakołykami. Klacz stała spokojnie, najwidoczniej nie było dla niej to czymś nowym. Poklepałam ją i poszłam pomóc dziewczyną. Konie były już wyczyszczone. Metka zaczęła siodłać Speeda który był lekko spięty. Z Hidalgiem Ti nie miała problemów, ogier stał zaczepiając Bomb'a co jakiś czas. Mój ogierek próbował odgonić łaciatego, ale mu to nie wychodziło. Zaśmiałam się i podeszłam do niego. Założyłam mu ogłowie i siodło westernowe. Poklepałam koniaka i poszłam na chwilę do Etny. Tiara z Metką dodatkowo założyły ochraniacze, bo chciały poskakać sobie trochę. No sprawdziłam jeszcze wszystkie pakunki Etny i Devy, a potem poszłam po liny by móc je przywiązać do mojego siodła. Tiara i Metka wsiadły już na swoje ogiery i podjechały do wyjazdu. Ja założyłam kask i poszłam do Bomb'a. Tiśka miała jechać na przodzie, potem Metka z Speedway'em i na końcu ja na Bombie miałam prowadzić nasze konie juczne&nbsp; Zamieniłam uwiązy klaczy na liny i przywiązałam je do siodła Bomb'a. Podpięłam popręg ogierowi i wsiadłam na jego grzbiet. Sprawdziłam jeszcze wszystko dokładnie i potem dałam lekką łydkę ogierowi, który posłusznie ruszył w kierunku pozostałych ogierów. Dava ładnie ruszyła za nami, a Etna chwilkę się zastanawiała co zrobić, ale pociągnęłam ją lekko za linkę i ruszyła zaraz. Widać było że była lekko spięta, jeszcze nigdy nie wyjeżdżała gdzieś dalej w teren. Szła dosyć blisko bym mogła ją pogładzić więc zrobiłam to. <br /><br />Wyjechałyśmy z terenu stajni i skierowałyśmy się dróżka obok lasu, którą miałyśmy dojechać do jeziora. Metka i Tiara jechały trochę szybciej z przodu, a ja jechałam z tyłu trochę wolniej. Co jakiś czas rozmawiałyśmy wesoło, a potem nastawała cisza i wszystkie podziwiałyśmy przyrodę&nbsp; Po jakiś 5 minutach, przyśpieszyłyśmy trochę stępa, a potem zakłusowałyśmy. Cóż Bomb i Deva nie mieli żadnych problemów z kłusem, ale Etna trochę sie gramoliła. Zacmokałam - no dalej malutka nie mamy całego dnia, żeby czekać aż się obudzisz - zaśmiałam się i pociągnęłam ją trochę mocniej. Etna przyśpieszyła do energicznego kłusa, jechała prawie obok Bomb'a. Po kilku minutach wszystkie konie się rozluźniły, nawet Etna, która pierwszy raz niosła coś cięższego na grzbiecie. Speed Metki rozglądał się na wszystkie strony i bez strachu szedł za jego niższym kompanem&nbsp; Hidu dumny z siebie że prowadzi wszystkie konie szedł energicznie do przodu. Czasami skulił uszy na jakiś nagły dźwięk, ale szedł ładnie do przodu. Przez kilka minut kłusowałyśmy, a potem znów do stępa i wjechałyśmy wszystkie do lasku. Etna spinała się za każdym razem gdy jakaś gałązka pękła, albo przeleciał jakiś ptak. Miała rozszerzone chrapy i rozglądała się na wszystkie strony. Czasami przystawała by powąchać coś. Często kuliła uszy i prychała. Szła lekko poddenerwowana. Mówiłam do niej i kiedy tylko mogłam głaskałam ją po szyi. Po jakimś czasie Tiara zakomunikowała że przed nami jest powalone drzewo, nie zbyt duże, idealne do skoków, więc z Metką zaczęły przygotowywać się. Pierwsza ruszyła galopem Ti. Łaciaty odważnie ruszył na przeszkodę. Dobrze odmierzył foule i mocno się wybił w górę. Skoczył ze sporą rezerwą, a potem wylądował nie tracąc równowagi&nbsp; Tiara pochwaliła go i odjechała na bok by zrobić miejsce Metce. Speed na początku biegł trochę ostrożnie, ale po chwili skupił się na przeszkodzie i przyśpieszył. Mocno wybił się przed przeszkodą i wysoko polecieli z Metką. Potem spokojnie wylądowali. Ja pogoniłam trochę Bomb'a by je dogonić. Objechaliśmy przeszkodę i zaraz byliśmy przy dziewczynach&nbsp; Ruszyłyśmy dalej stępem. Hidalgo i Speed szli podnieceni jeszcze po ostatnim skoku. Szli energicznie do przodu. Ja musiałam męczyć się trochę z Devarają i Etną. Bomb szedł ładnie, ale klacze coś zostawały w tyle. Po kilku minutach dogoniłam dziewczyny, lecz one szykowały się już do kolejnego skoku. Tym razem konar był wyższy, lecz dwójka ogierów nie miała z nim żadnych problemów. Ładnie skoczyli jeden po drugim. Znów musiałam pogonić trochę klacze, ale chyba już się troche obudziły i zaraz przyśpieszyły. Kłusikiem dojechałam do dziewczyn. Potem znów szłyśmy stępa, przed nami był strumyk. Hidalgo i Speed przeszli wesoło chlapiąc na około () Ja miałam mały problem z Etną. Pomimo że Deva już przeszła, a New stał w wodzie, ona nie chciała iść&nbsp; Zachęcałam ją głosem. Klacz powoli stanęła na brzegu. Tiara z Metką powoli szły stępa do przodu, poszukując kolejnych przeszkód. Etna była spięta i nerwowo przebierała nogami. Zeszłam z Bomb'a i podeszła do niej - no już spokojnie, spokojnie&nbsp; - pogłaskałam ją i chwilę z nią tak postałam. Kiedy trochę się uspokoiła zacmokałam i znów spróbowałam ją przeprowadzić. Etna powoli zrobiła jeden krok. Pochwaliłam ją i zachęciłam do dalszego przesuwania się. Po chwili Etna przeszła ten mini strumyczek. Poczekałam aż się uspokoi i wtedy znów wsiadłam na Bomb'a i poprowadziłam wszystkie konie kłusem. Szybko dogoniłam resztę. Etna znów się uspokoiła i z zadowoleniem szła do przodu. Wjechałyśmy na mały pagórek, a potem musiałyśmy zjeżdżać po dość stromym zjeździe&nbsp; Speedway radził sobie najlepiej ze wszystkich, Hidziu kulił uszy, ale spokojnie schodził. Bomb i Deva radzili sobie nie najgorzej, ale szli bardzo ostrożnie. Etna co chwile kuliła uszy i prychała bo ślizgała się trochę po zboczu. Troche spocona dotarła do samego dołu. Spojrzałam na zegarek i było po 15. Poruszałyśmy się szybciej niż to obliczyłam&nbsp; Teraz wystarczyło tylko przejechać przez łąkę, potem obok lasu i kawałek przez lasek. Byłyśmy już całkiem blisko jeziora. Przez łąkę dziewczyny zaczęły galopować. Mi też udało się to, pomimo trudności z Devą. Etna widząc że wszystkie koniuchy galopują, sama zaczęła to robić. Wyciągnęła galop i zaczęła wyprzedzać Bomba, ale zwolniłam ją trochę. Metka i Tiara ścigały się chwilę. Na wynik nie musiałyśmy długo czekać bo to Speed przegonił Hidalga o pół długości&nbsp; Po chwili zwolniły do kłusa, a ja do nich dojechałam. Wtedy wszystkie ruszyłyśmy spokojnym galopem, który miał trwać aż do końca łąki. Gdy zbliżyłyśmy się do lasu, zwolniłyśmy do kłusa. Etna chciała dalej galopować, ale ją powstrzymałam&nbsp; Potem przeszłyśmy do stępa. Dojechałyśmy do lasu i weszłyśmy na ścieżkę przy nim. Konie głośno oddychały, teraz pozwoliłyśmy im odsapnąć i jechałyśmy wszystkie na długiej wodzy. Bomb szedł spokojnie rozluźniony. Tiara z Metką jechały obok siebie, Speed dogadywał się całkiem dobrze z Hidalgiem&nbsp; Pomiziałam New Bomb'a, a potem zerknęłam na Devkę. Klaczka też trzymała się całkiem dobrze, strzygła uszami na wszystkie strony i przyglądała się nieznanej ścieżce. Etna szła trochę poddenerwowana, ale nie ociągała się już tak jak na początku. Często przystawała i wąchała jakąś roślinę, albo coś innego. Raz spłoszyła się gdy z krzaka uciekała jakaś jaszczurka. Musiałam przystanąć i poczekać aż się uspokoi. Potem ruszyliśmy dalej. Po jakiś 20 minutach stępa, drużka skręciła i wjechałyśmy w las. Ten jednak był dużo rzadszy od poprzedniego. Słońce przedzierało się w dużych ilościach między drzewami i powiewał miły wiaterek. Dziewczyny przeskoczyły przez mały rowek, a ja go przejechałam&nbsp; Przez kolejne 10 minut jechałyśmy dalej stępem, a potem, gdy dróżka była prosta i nie było na niej już żadnych przeszkód, znów zakłusowałyśmy. Wszystkie konie ochoczo ruszyły do przodu. Jechałyśmy kilka minut kłusem, a potem znów do stępa. Tiara z Metką pojechały skoczyć jakieś powalone drzewo, które leżało po za ścieżką, więc pogalopowały tam, a ja szłam dalej prowadząc klacze. Speed i Hidalgo świetnie sobie poradzili&nbsp; Potem galopowały jeszcze trochę między drzewami. Po kilku minutach dołączyły do mnie. Hidalgo był nieźle spocony, za to po Speedway'u nie było widać zmęczenia&nbsp; Dalej szłyśmy stępem. Daleko przed nami widziałyśmy już koniec lasku. Powoli szłyśmy w tamtą stronę. <br />Było po 16 gdy dotarłyśmy na skraj lasu i zobaczyłyśmy w dole jezioro. Zaczęłyśmy powoli zjeżdżać w dół. Musiałyśmy jechać kawałek przez plażę i dopiero po jakimś czasie dojechałyśmy do miejsca gdzie miałyśmy się rozbić i zsiadłyśmy z koni. <br />Przywiązałyśmy wszystkie gdzieś tam&nbsp; a potem dziewczyny pomogły mi zdjąć tobołki z klaczek. Potem rozsiodłałyśmy resztę koni. Nie pomyślałam o tym wcześniej że będziemy mieć ogiery i klacze, więc musiałyśmy inaczej ustawić prowizoryczne ogrodzenie&nbsp; Potem wpuściłyśmy oddzielnie klacze i ogiery. Dałyśmy im wody i żarełka Zaczęłyśmy rozkładać namiota&nbsp; Trochę nam to zajęło, kilka razy runęło nam na głowy&nbsp; ale w końcu sobie poradziłyśmy. Przygotowałyśmy sobie spanko i potem poszłyśmy wyszczotkować koniuchy. Etna trochę poddenerwowana, latała po 'mini wybiegu'. Musiałam trochę poczekać, a potem złapałam ją&nbsp; Tiara z Metką czyściły już ogiery, a ja zabrałam się za Etnę. Wierciła się niemiłosiernie i zajęło mi to strasznie dużo czasu, na szczęście Deva zlitowała się nade mną i stała spokojnie przy czyszczeniu. Założyłyśmy wszystkim lekkie derki. Było przed 19 więc postanowiłyśmy przyszykować kolację. Szybko zjadłyśmy, a potem zajrzałyśmy jeszcze do koni by sprawdzić czy wszystko ok. Trochę z nimi posiedziałyśmy i o 21 poszłyśmy do namiotu. W namiocie jeszcze przez jakąś godzinę gadałyśmy sobie, a potem już usnęłyśmy&nbsp; <br /><br />Następnego dnia obudziłam się wcześnie, było przed 7. Wstałam cichutko i wyszłam z namiotu. Zaczęłam dawać koniom śniadanie. Wszystkie dalej stały w zagrodzie i nie było żadnego na zewnątrz&nbsp; Po kilku minutach wstała Metka i razem skończyłyśmy dawać jedzenie i wodę koniom. Przed 8 wstała Tiara. Zjadłyśmy śniadanie i spakowałyśmy i pochowałyśmy to co nie było nam potrzebne. Potem siedziałyśmy z końmi. Czyściłyśmy je itp.&nbsp; Ja wzięłam Etnę i poszłyśmy na brzeg. Jeszcze nigdy nie była nad jeziorem, więc postanowiłam ją zaznajomić z nim. Chwilę chodziłyśmy po brzegu. Etna zaciekawiona chciała się zbliżyć do wody. Powoli z nią weszłam po kostki. Etna na początku spinała się i drobiła w miejscu próbując odejść z tego miejsca, ale jej nie pozwoliłam :p Po kilku minutach uspokoiła się. Weszłyśmy trochę głębiej. Etna szastała nerwowo ogonem i kuliła uszy. Grząskie błotko było bardzo nie stabilne i Młoda zapadała się trochę Chwilę tak postałyśmy, a potem pomogłam jej wyjść i postałyśmy trochę na brzegu. Etna uspokoiła się zaraz. Na dzisiaj miała dosyć, więc odprowadziłam ją do zagrody. Było juz po 9 i słońce nieźle dawało. Tiara z Metką przebrały się już w stroje i szykowały konie do pławienia ' Ja szybko wskoczyłam w mój strój i wzięłam New Bomb'a. Wszystkie trzy poszłyśmy na brzeg. Najpierw weszłyśmy do wody i zmoczyłyśmy nas i konie. Speedway nieźle się bawił ochlapując wszystko dookoła&nbsp; Pływałyśmy chwilkę z końmi, a potem na nie wsiadłyśmy&nbsp; Chwilę pływałyśmy na koniach, a po kilku minutach wyszłyśmy na brzeg. Speed nie chciał wychodzić i Metka musiała go nakłaniać dobrą chwilę. Kiedy już wyszłyśmy wszystkie z wody, zaczęłyśmy jechać stępa wzdłuż brzegu. Po chwili ten stęp zmienił się w galop&nbsp; Chwilę galopowałyśmy. Ogiery się ścigały przez jakiś czas, ale widząc że Speed ich z łatwością wyprzedza odpuścili. Poklepałam Bomb'a. Ogier, pomimo że nie znaliśmy się zbyt dobrze, zachowywał się bardzo dobrze&nbsp; Metka z Tiarą pojechały jeszcze na mały spacerek, a ja wróciłam do naszego obozu i zmieniłam New Bomb'a na Devaraję. Poszłyśmy nad brzeg i pochlapałam się trochę z klaczą. Devie na początku nie spodobał się mój pomysł, ale ostatecznie weszła i popływała trochę. Nie wchodziłam na nią, bo nie wiedziałam jak zareaguje, a gdyby się jednak coś stało, nie miałby mi kto pomóc&nbsp; Na brzegu wymasowałam ją i ładnie się rozluźniła. Potem zaprowadziłam ją do Etny. Mój Gniadulec już zdążył się wytarzać i była w błocku. Zaczęłam więc ją szczotkować. Po jakimś czasie wróciła Metka z Tiarą. Odstawiły ogiery do zagrody i też je dokładnie wyczyściły. Potem Tiara zajęła sie Bomb'em, a Metka Devą, bo ja dalej czyściłam Etne. Dochodziła 12, zjadłyśmy coś i dałyśmy mały obiad koniom. Potem napoiłyśmy je. W czasie kiedy konie odzyskiwały energię, my zaczęłyśmy wszystko pakować. Część rzeczy zostawiłyśmy na miejscu, ja miałam potem przyjechać po nie samochodem. Zabrałyśmy tylko to co najpotrzebniejsze - apteczki i wodę. Z Tiarą uzgodniłyśmy że pojedziemy krótszą drogą. Kiedy konie skończyły, zaczęłyśmy je 'ubierać'&nbsp; <br />Z ogierami nie było większego problemu. Potem Tiara z Metką osiodłały Devaraję i zaczęły przywiązywać tobołki. Ja zapięłam Etnie pas i przymocowałam do niego apteczki. Dokładnie jeszcze wszystko sprawdziłyśmy i potem wsiadłyśmy na konie. Była 15 kiedy ruszyłyśmy w drogę powrotną. <br /><br />Najpierw jechałyśmy przy tym lasku co przedtem, ale kierowałyśmy się na niedużą górę, tzn. miałyśmy zamiar wracać w linii prostej, która prowadziła właśnie przez małą górę. Wiał lekki wiaterek, dzięki któremu nie było czuć tak tego upału. Szliśmy mozolnie obok lasu. Etna ostrożnie szła, co trochę się spinała i prychała. Gdy już zauważyliśmy górę, przyśpieszyliśmy do kłusa by rozbudzić konie. Etna zaczęła mi się trochę stawiać, ale jakoś ja utrzymałam i nakazałam ładnie kłusować&nbsp; Bomb nie przejmował się niczym dookoła, po prostu sobie spokojnie kłusował. Deva energicznie parła do przodu, ciągnąc trochę. Ogiery z przodu kłusowały równym tempem, spokojnie. Tak kłusowaliśmy całkiem sporo czasu, aż nie dojechaliśmy do początku góry. Tam zwolniliśmy stępa. Wjechałyśmy na szlak który prowadził na około góry, ale był prawie płaski, szeroki i szybko można było się nim przemieszczać. Powoli zaczęłyśmy jechać tą ścieżką. W sumie to nasze konie jeszcze nigdy tędy nie przejeżdżały, tak więc wszystkie szły trochę ostrożnie i wzmogły czujność&nbsp; Szłyśmy tak spokojnie, aż do 16.30 +-&nbsp; Potem ścieżka zaczęła się bardziej piąć w górę. Etna miała małe problemy, ale jakoś wspinała się powolutku. Szliśmy tak z 15 minut, a potem doszliśmy już do punktu z którego mieliśmy już schodzić tylko w dół. Z góry można było zobaczyć naszą małą stajnie. Zaczęłyśmy schodzić powoli. Speed nie wyglądał na bardzo strudzonego, uważnie stawiając kroki schodził w dół. Hidalgo za to był już bardziej spięty, ale też dawał sobie radę. Deva i Etna szły odważnie po moich bokach, im było łatwiej utrzymać równowagę bez jeźdźców. Dalej schodziłyśmy w milczeniu. Nagle New Bomb poślizgnął się i zsunął trochę. Etna przestraszyła się i stanęła lekko dęba. Przeraziłam się że może stracić równowagę na pochyłości i zlecieć w dół, ale na szczęście nic takiego się nie stało. Podciągnęłam ją do mnie i zaczęłam głaskać. Chwilę do niej mówiłam i kiedy się uspokoiła powoli znów ruszyliśmy całą grupą. Teraz już pochylenie było mniejsze i wjechałyśmy w mały lasek. Wszyscy rozluźniliśmy się bardziej - i konie i my&nbsp; Zaczęłyśmy żartować i potem już gadałyśmy o różnych rzeczach. Kiedy dróżka była w miarę równa, jechałyśmy spokojnym kłusem. <br />I tak przed 18 zjechałyśmy już z górki i teraz wystarczyło przejechać po łące i już byłyśmy w stajni. Na łące napotkałyśmy mały rów. Hidalgo i Speed ładnie go przeskoczyli. Bomb i Deva, pomimo moich zachęt, przejechali go i tylko Etna lekko przeskoczyła go&nbsp; Pochwaliłam ją. Potem spokojnym stępem wracałyśmy dróżką do domciu. 15 minut później wjechałyśmy już na teren zabudowań. Konie szły energiczniej pod koniec, chciały chyba już odpocząć&nbsp; Stanęłyśmy na podwórzu i zaprowadziłyśmy konie do stanowisk. <br /><br />Ściągnęłyśmy wszystko z koni i zaniosłyśmy z Ti do siodlarni. Metka swoje rzeczy zaniosła do samochodu. Dokładnie zaczęłyśmy szczotkować konie i schłodziłyśmy je trochę wodą. Potem zaproponowałyśmy Metce by została na noc, jest zmęczona, Speed też, jest późno i lepiej żeby wyjechała rano, kiedy oboje będą wypoczęci&nbsp; Metka skorzystała z zaproszenia. Zaprowadziłyśmy wszystkie konie do boksów i dałyśmy im sporą kolacje i wodę. Potem koło 21 poszłyśmy zjeść kolację i spać&nbsp; <br />Rano zjadłyśmy wspólnie śniadanie i pomogłyśmy Metce załadować Speedway'a bo nie był chętny do tego. Kiedy Speed był już w przyczepie, pożegnałyśmy się z Metką. Kiedy odjechała zabrałyśmy się za sprzątanie boksów]]></description>
<pubDate>Âroda 20 Lipiec</pubDate>
<comments>Âroda 20 Lipiec</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.vanilla.pun.pl/viewtopic.php?pid=205#p205</link>
<guid isPermaLink="false">205@http://www.vanilla.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Koń: Livero <br />Jeździec: Karuchna <br />Miejsce: WSR Vanilia, kryta hala <br />Cel: doskonalenie chodów wyciągniętych <br />Późnym popołudniem przyjechałam do WSR Vanilia by potrenować z moim starym znajomym &#8211; ogierem arabskim Livero. Metka była bardzo zajęta, ale udzieliła mi wszystkich niezbędnych instrukcji przez telefon, gdy dzwoniłam by uprzedzić o swoim przybyciu. Bez problemów odnalazłam boks siwego. Ogier powitał mnie przyjaźnie, widocznie musiał mnie pamiętać z dawnych czasów. Poszłam poszukać sprzętu i gdy miałam pewność, że wybrałam właściwe siodło, ogłowie i pozostałe akcesoria udałam się z powrotem do stajni. Wyprowadziłam araba na korytarz, dokładnie uwiązałam i zaczęłam czyścić. Nie zajęło mi to dużo czasu, widocznie ktoś wyczyścił go z samego rana. Bez większych problemów założyłam Livero siodło i ogłowie, po sprawdzeniu czy wszystko jest dobrze zapięte, nie podwinęło się itp. wyprowadziłam go ze stajni. <br />Ponieważ pogoda była nienajlepsza (lał deszcz) udaliśmy się z ogierem na halę. Wyregulowałam wstępnie strzemiona, podciągnęłam popręg o dwie dziurki i jak najdelikatniej umieściłam się na grzbiecie siwego. Na dobry początek poprosiłam go o stęp na długiej wodzy, po jednym kółku na obie ręce. Potem delikatnie nawiązałam kontakt z pyskiem ogiera, pozostawiające jednak wodze dosyć długie. W ramach rozgrzewki poprosiłam go o liczne wolty, serpentyny, zmiany kierunku i zatrzymania. Livero reagował na bardzo delikatne pomoce, pięknie wyginał się na zakrętach i zachowywał impuls. Następnym ćwiczeniem była łopatka, którą wykonał z prawdziwą lekkością na obie ręce. Uznałam, że możemy przejść do kłusa roboczego. Skierowałam ogiera na koło i po upewnieniu się, że nie ma problemów z równowagą i nie wypada zadem ani łopatką poprosiłam o serię przejść kłus &#8211; stój &#8211; kłus. Bardzo uwrażliwiło to siwego na pomoce co miało mi służyć przy następnym ćwiczeniu. Celem dzisiejszego treningu miało być budowanie siły potrzebnej do efektywnego i naturalnego wydłużania wykroku do czego miały nam posłużyć trzy małe ćwiczenia. <br />Kłusując na krótkiej ścianie poprosiłam Livero o łopatką do wewnątrz jednocześnie kierując go na koło. Nie wyszło ono idealnie okrągłe, zabrakło mi trochę wyczucia, ale koło było wystarczająco dobre by kontynuować ćwiczenie bez przerywania. Wróciliśmy na ślad pozostając w łopatką do wewnątrz i pokonaliśmy narożnik. Poprosiłam Livka o wyprostowanie i wydłużenie kłusa. Nie wyszło imponująco, kłus był poprawny, ale wydłużenie nie było wyraźnie widoczne. Spróbowałam powtórzyć ćwiczenie w drugą stronę, tym razem skupiając się mocniej na impulsie i dobrym rysunku koła. Było wyraźnie lepiej, ale niestety zepsułam efekt za wcześnie prosząc o wyciągnięcie. Lirek stracił nieco równowagę i potknął się, na szczęście nic poważniejszego się nie stało. Zła na siebie przeszłam na chwilkę do stępa, po czym podjęłam trzecią próbę wykonania ćwiczenia. Tym razem wyszło pięknie, Livero ładnie wydłużył od zadu. Pochwaliłam go, wykonałam ćwiczenie w drugim kierunku i zarządziłam chwilkę stępa na długiej wodzy w ramach nagrody. Arab wyciągnął szyję z zadowoleniem parskając. <br />Po przerwie przeszłam do ćwiczenia, które stanowi pewną modyfikację pierwszego. Ruszyliśmy kłusem roboczym i za narożnikiem poprosiłam o łopatką na zewnątrz. Livero jako prawdziwy profesjonalista sprostał temu wymaganiu nie tracąc rytmu i równowagi. Pokonaliśmy tak ok &#188; długości długiej ściany po czym wyprostowałam go i skierowałam na przekątną, prosząc przy tym o wydłużenie wykroku. Na ślad wróciliśmy w połowie długości ściany i od razu poprosiłam o ponowne przejście do łopatką na zewnątrz. Trochę to zdziwiło ogiera, ale i tym razem poradził sobie z tym elementem. Pochwaliłam go i powtórzyłam ćwiczenie na drugą rękę. Ponieważ wyszło dobrze już za pierwszym razem, nie widziałam sensu w powtarzaniu go. <br />Następne ćwiczenie mieliśmy wykonywać w galopie, więc zarządziłam kolejną przerwę w stępie by siwy mógł się zregenerować. Znalazłam znaczniki zostawione dla mnie wcześniej przez Metkę i oznaczyłam nimi narożniki kwadratu ok 20x20 m. Zaczęliśmy od galopu roboczego na ścianie kwadratu, natomiast w każdym narożniku prosiłam o znaczne zebranie galopu. Po przejechaniu kwadratu na jedną stronę przeszłam na chwilkę do kłusa by zmienić kierunek. Na drugą rękę ogierowi szło lepiej, bardziej płynnie i wymagało to od niego mniejszego wysiłku. Patrząc całościowo bardzo ładnie poradził sobie z tym ćwiczeniem, jego dużym atutem jest to, że szybko reaguje na pomoce. <br />Przeszłam do stępa i oddałam Livero wodze. Rozstępowałam go porządnie, a gdy miałam już pewność, że ochłonął po treningu, zsiadłam i poluzowałam popręg. Podciągnęłam strzemiona w górę i odprowadziłam siwego do stajni, gdzie uwolniłam go od całego sprzętu. Sprawdziłam dokładnie czy nie ma na ciele żadnych otarć lub cieplejszych miejsc wskazujących na kontuzję, a po stwierdzeniu braku takowych zgodnie z zaleceniem Metkacza odprowadziłam go na padok.]]></description>
<pubDate>PoniedziaĹek 11 Lipiec</pubDate>
<comments>PoniedziaĹek 11 Lipiec</comments>
</item>
<item>
<title>29.06.2011- skoki LL-L</title>
<link>http://www.vanilla.pun.pl/viewtopic.php?pid=203#p203</link>
<guid isPermaLink="false">203@http://www.vanilla.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Koń: Kiss Me Throw The Phone<br />Jeździec: Stacy.<br />Dyscyplina: Skoki&nbsp; LL-L<br />Czas: 1,5 h<br />Cel: Podwyższenie umiejętności.<br />Opis:<br /><br />Było ok. 10:00 gdy wjeżdżałam przez bramę do Vanilli. Wysiadłam z samochodu, poprawiłam kucyk i podążyłam do stajni klaczy. Tam zobaczyłam Metkę która czyściła popręg.<br />-Cześć! &#8211; powiedziałam do przyjaciółki<br />-O! Hej. Już jesteś? dawno Cie nie było!- odpowiedziała dziewczyna.<br />-Tak. Przyjechałam miałam sporo pracy i nie miałam czasu dla Kiss... &#8211;uśmiechnęłam się i poszłam do siodlarni.&nbsp; Zabrałam siodło, czaprak, ogłowie, ochraniacze oraz szczotki. Gdy byłam obok jej boksu, powiesiłam wszystko na wieszaku. Zabrałam szczotki i weszłam do środka. Klacz cicho zarżała. Widać, że jest przyjaźnie usposobiona. Pogłaskałam ją po pyszczku i zabrałam się za czyszczenie. Nie była zbyt brudna więc nie zajęło mi to wiele czasu. Po chwili zakładałam jej już ogłowie. Zarzuciłam siodło złapałam wodze i wyszłam z klaczą przed stajnię. Spotkałam tam Metke czyszczącą Livero.<br />-To ja będę w hali. Pomęczę trochę mojego potwora :D. &#8211;uśmiechnęłam się i poszłam dalej. Gdy weszłyśmy do środka, zamknęłam drzwi i rozejrzałam się po hali. Przeszkody były ustawione akurat do kl. L. &#8211;Super &#8211; pomyślałam i podciągnęłam popręg, oraz wyregulowałam strzemiona. Po chwili wskoczyłam na klacz i ruszyłam stępem. Klacz szła bardzo ochoczo co mnie ucieszyło. Na początek kilka kół dookoła hali. Później rozpoczęcie pracy. Ruszyłam kłusem roboczym jedno okrążenie po czym zmiana kierunku przez przekątną i drugie okrążenie. Podciągnęłam popręg i ruszyłyśmy kłusem. Najpierw zrobiłam kilka rundek kłusem ćwiczebnym, kilka anglezowanym i jedno stojąc w siodle. Klaczka parskała wesoło. Poćwiczyłam kilka zatrzymań. Kłus-stęp, Kłus-stój, Stój-kłus.&nbsp; Na krótkiej koło na długiej serpentynka. Zmieniłyśmy kierunek i najazd na cavaletti. Ani jednego puknięcia.!<br />Poklepałam klacz po szyi i przeszłam do stępa, aby sobie odpoczęła. Przejechałyśmy trzy koła stępem. Później przejechałyśmy cavaletti jeszcze kilka razy z wielu stron. Stwierdziłam, że klacz jest jeszcze nie wystarczająco rozgrzana.W kłusie kręciłam 8-semki volty pół wolty.Jedyne co mi się nie podobało to toże ścinała w prawą strone. Okrążenie stępem aby złapała oddech i kłus volta w prawo znów ścieła -.- zostałam chwile na volcie i ćwiczyłam,żeby się wygieła. po 3 próbie nam wyszło, poklepałam osiołka. Wyjechałam na prostą i dałam łydkę i ruszyłam galopem. Po dwóch kołach przeszłam do kłusa. Później galop na lewą i na prawą nogę. Postanowiłam, przejść już do sedna sprawy czyli skoków. Wyjechałam z zakrętu galopem i najechałam na stacjonatę 50 cm. Klacz pięknie się wybiła i wylądowała. Poklepałam ją. Przeszłam do kłusa i zrobiłam w nim pełne koło. Z kłusa skoczyłyśmy okser 40 cm. Zagalopowanie na prawą nogę najazd na double-barre 70 cm, lądując na lewą nogę. Klacz świetnie się spisywała. Przed nami była przeszkoda 100 cm. Murek. Najazd. I... Wyłamanie. Pogalopowałam jeszcze przez chwilę. Postanowiłam najechać jeszcze raz. Najazd na murek. Ścisnęłam ją mocniej łydkami, lecz to już nie było potrzebne. Klacz wybiła się i pięknie przeskoczyła tą przeszkodę. Został nam jeszcze rząd. Przeszkody były takie:<br />Stacjonata: 70 cm<br />Murek: 90 cm<br />Krzyżak: 60 cm<br />Stacjonata: 105 cm<br />Okser: 50 cm<br />Klacz pięknie sobie radziła ze wszystkimi przeszkodami, lecz przy stacjonacie była zrzutka. Przejechałam jeszcze raz rząd. Tym razem bezbłędnie. Klacz była już zmęczona, więc występowałam ją i gdy była już sucha zeskoczyłam. Poluźniłam popręg, zarzuciłam strzemiona na siodło i poszłyśmy do stajni.]]></description>
<pubDate>Âroda 29 Czerwiec</pubDate>
<comments>Âroda 29 Czerwiec</comments>
</item>
<item>
<title>Sprawdzamy plochliwosc</title>
<link>http://www.vanilla.pun.pl/viewtopic.php?pid=201#p201</link>
<guid isPermaLink="false">201@http://www.vanilla.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Zauwazylam, ze Speedway jest koniem bardzo odwaznym, chcialabym isc z nim w stroje jakichs terenow, moze rajdow aby to dobrze wykorzystac. W tym celu przeprowadziłam krótkie cwiczenie majace na celu sprawdzenie tego co dziala na niego pozytywnie a co negatywnie. Uwazam, ze bedzie to swietny kon do dlozszych jazd w nowym otoczeniu, ze wzgledu na to, jak pewnie idzie przed siebie i jak mocne stawia kroki, zadko kiedy cofajac sie, zawracajac lub unikajac danego przedmiotu. <br />Zaczelam od wyczyszczenia konia i wyprowadzenia go przed stajnie. Typowa codzienna dawka pieszczotek, jakos bardzo nie zajmowalam sie wyczesywaniem, bo przecie zkon nie bedzie ubierany pod siodlo, wiec nei musi byc idealnie. Mialam juz naszykowane obok w workach kilka przedmiotow, ktore po kolei wyjmowalam.<br />Na pierwszy ogien wszlo kilka zlaczonych ze soba sznurkiem foliorek, ktore przywiazane do laweczki poruszaly sie po ziemi. Speedway juz wczesniej spotkal sie z torebkami foliowymi, co wiecej - za zwyczaj znajdowalo sie w nich cos dobrego do jedzenia :) Byl wiec nimi zaciekawiony, nie zauwazylam zadnego rzestraszenia. Wodzil noskiem za zabawka sprawdzajac na wszelki wypadek czy przypadkiem nie ppozostalo nic w ich srodku :)<br />Nastepnie rzecz troche straszniejsza w postaci sredniej wielkosci kawalka folii. Ciesze sie bardzo ze udalo nam sie juz zdobyc ze Speedem wzajemne zaufanie, przez co moge sobie pozwolic na takie cwiczenie. Tutaj bylo troche gorzej. Plachta miala wymiar okolo metr na metr, polozona przed koniem nie byla interesujaca. Podniesiona wzbudzila jego zainteresowanie, jakby nie bardzo wiedzial poco ktos trzyma przed nim taka do niczego nie slozaca rzecz. Atrakcje zaczely sie gdy zaczelam ja na nim klasc - dokladnie na grzbiecie. O ile samo dotknieccie tłowia folijka nie bylo jeszcze straszne, tak proby rozlozenia spotykaly sie z protestem. nie uciekal co prawda od niej (z reszta nie bylo to na tyle duze by wpadl w panike) ale otrzasal sie caly czas gdy chcialam polozyc, kulil usszy i troche dreptal. Mysle, ze przy wiekszym placie folii bylby bardzo przestraszony.<br />Nadszedl czas na poustawiane na ziemi kubeczki, folie bombelkowe i inne takie szeleszczace rzeczy ktore nie zrobia konikowi krzywdy, ale zdecydowanie nei sa przyjemne. Myslalam, ze nei bedzie z tym problemu, bo on przeciez chodzi troszke jak czolg, a tu jednak zaskoczyl mnie. Gdy nadepnal na pierwszy kubeczek poderwal glowe, jakby slyszac dziwiek, ale nei zdajac sobie sprawy, ze dochodzi on spod nogo. Krok na przod i znow cos szeleszczacego. Byl wyraznie poruszony. kilka razy przeszlismy po tych miseczkach, nie bylo tak strasznie ciezko, ale uspokajalam konia, zeby pokazac mu, ze przeciez nic sie nie dzieje. Pozniej dolozylam do tego folie babelkowa. To mu sie nie spodobalo. Probowal wchodzic na mnie, omijac. Swoja droga biorac pod uwage jego nei za dobra elastycznosc, to tutaj nawyginal sie jak zadko ;) <br />Odnosze wrazenie, zejego omijanie folii jest spowodowane tym, ze sie swiecila i byla jakas taka sliskawa nie sprawdzala,m jeszcze jego reakcji na blotniste i sliskie podloze, musze to jak najszybciek zrobic, albo na swieciace.<br />Myslę, ze troche pracy i będzie dobrze, nie potrzeba bpwiem jkiegos wielkiego nakladu czasu na szlifowanie tych zachowan. Z reszta - co kazda jazde uczymy sie czegos nowegop i panujemy nad pewnoscia siebie]]></description>
<pubDate>Wtorek 28 Czerwiec</pubDate>
<comments>Wtorek 28 Czerwiec</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.vanilla.pun.pl/viewtopic.php?pid=198#p198</link>
<guid isPermaLink="false">198@http://www.vanilla.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Weszłam, a właściwie wtoczyłam się do stajni na chwiejących nogach. Czułam się jak wyżuta guma przyklejona do kół roweru, który akurat teraz toczy się po skalistym wzgórzu. No nic, pomyślałam. Podeszłam do boksu mojej paniusi i wyprowadziłam ją z boksu. Klacz z chęcią poddała mi się i grzecznie jak nigdy potruchtała za mną.&nbsp; Wzięłam ją na zewnątrz i mozolnie powlokłam się do siodlarni. Stanęłam przy szczotkach i zaczęłam się zastanawiać. Wzięłam zielonkawe zgrzebło, szczotkę ryżową, kopystkę i kilka innych rzeczy. Wróciłam do mojego izabelowatego zła, które dziwnym trafem podgryzało sobie z uprzejmością moją kurtkę. Zabrałam klaczy przedmiot całkowitego porządania i zaczęłam zmiatać kurz z jej sierści szczotką ryżową. Sahara była spokojna, co jakiś czas strzygła lekko uszkami. Po całkowitym wyczyszczeniu sierści i kopyt, przejechałam po jej nogach jeszcze lekko zmoczoną ściereczką. Znów odwiedziłam siodlarnię, ale w innym celu. Tym razem wyniosłam stamtąd owijki, siodło skokowe i ogłowie. Zauważyłam nowy różowo-szary czaprak. Pewnie należy do Metki, przemknęło mi. Przyjrzałam się jeszcze raz, a w rogu czapraczka złoty napis SAHARA. <br />CDC]]></description>
<pubDate>Czwartek 19 Maj</pubDate>
<comments>Czwartek 19 Maj</comments>
</item>
<item>
<title>Osiagniecia</title>
<link>http://www.vanilla.pun.pl/viewtopic.php?pid=196#p196</link>
<guid isPermaLink="false">196@http://www.vanilla.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[1 miejsce w wystawie arabow: <a href="http://www.hiporysual.fora.pl/zakonczone-konkursy,14/pokaz-arabow-wyniki,1402.html" target="_blank" rel="nofollow">http://www.hiporysual.fora.pl/zakonczon &hellip; ,1402.html</a><br /><br />1 miejsce w dresazu C na: <a href="http://www.hiporysual.fora.pl/zakonczone-konkursy,14/dresazklas.....1850.html" target="_blank" rel="nofollow">http://www.hiporysual.fora.pl/zakonczon &hellip; .1850.html</a>]]></description>
<pubDate>Sobota 9 KwiecieĹ</pubDate>
<comments>Sobota 9 KwiecieĹ</comments>
</item>
<item>
<title>Galeria</title>
<link>http://www.vanilla.pun.pl/viewtopic.php?pid=195#p195</link>
<guid isPermaLink="false">195@http://www.vanilla.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[<a href="http://i800.photobucket.com/albums/yy290/Karuchna/Stoisko/Prezenterki/oglowie_ozdobne_livero.png" target="_blank" rel="nofollow">http://i800.photobucket.com/albums/yy29 &hellip; livero.png</a> -portret w prezenterce by Karr]]></description>
<pubDate>Sobota 9 KwiecieĹ</pubDate>
<comments>Sobota 9 KwiecieĹ</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.vanilla.pun.pl/viewtopic.php?pid=194#p194</link>
<guid isPermaLink="false">194@http://www.vanilla.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Trochę wypluta weszłam do siodlarni i zaczęłam rozglądać się za moim siodłem. Oczywiście było tam gdzie zostawiłam je ostatnio, potem jeszcze wzięłam ogłowie i pomaszerowałam na myjke. Tam pozbyłam się sprzętu i powlokłam się do boksu Sonador. Tak strasznie nie chciało mi się dzisiaj jeździć, no ale cóż, ważne zawody przed nami, trzeba pracować ciężej niż zwykle. Takie już życie, co nie?<br /><br />Kasztanka stała w boksie i bawiła się wiszącą pod sufitem lizawką. Przynajmniej szyję już sobie naciągnęła, teraz czas na resztę rozgrzewki. Ostatnio Asia oczywiście zaniedbała nasz rytuał, ale to nic. Przywitałam się z rudą i jak zwykle poczęstowałam ją marchewką. Potem otworzyłam bramke i weszłam do boksu. Znowu pogłaskałam ją po chrapkach i tak ogółem. Pobawiłam się z nią jeszcze w friendly, przy pomocy naszego ukochanego bata. Tak, wiem, że go nie lubi zbytnio, ale niech się wreszcie przyzwyczai, że jest koniem wyścigowym i bez bata ani rusz. I tak muszę przyznać, że reaguje na niego lepiej niż dawniej. Już nie mam obaw, że kiedy podczas biegu walnę ją kilka razy w zad, to mi będzie robiła niewiadomo jakie cuda na kiju. Pilnuję się tylko, żeby jej go nie pokazywać, bo wtedy faktycznie mogłaby mi zacząć cyrki odprawiać. Tym razem poszło spokojnie. Jedynie kiedy doszłam do nóg lekko się speszyła. Bardzo nie lubi kiedy jej się grzebie przy nogach, wcale jej się nie dziwię, przecież to najważniejsze co ma.<br />Poklepałam Sońkę po szyi i poczęstowałam znowu marchewką. Kurczę, przeze mnie to jej się przytyje, ale mniejsza o to. Zaczęłyśmy nasze tradycyjne ćwiczenia rozciągające. Ruda ładnie ostatnio się naciąga. Teraz, przy naciąganiu na boki, potrafi dorwać marchewkę przystawioną coraz bliżej zadu. Schyla też się ładnie. Dzisiaj wykonałyśmy po 10 powtórzeń, a nie po pięć jak ostatnio. Pogłaskałam ją po chrapkach, przypięłam uwiąz do kantara i wyprowadziłam klacz. Podreptałyśmy na myjkę. Sońka zdawała się zadowolona z tego, że dzisiaj będzie coś robić. Cóż, przynajmniej ona.<br /><br />Przy czyszczeniu jak zawsze bawiłyśmy się we friendly, jednak postanowiłam spróbować jeszcze gry w jeża. Z początku Soń się strasznie opierała mojemu naciskowi, jednak potem chyba zajarzyła o co chodzi i ładnie ustępowała. Za każdym razem dawałam jej luz i głaskałam w miejscu nacisku. Przecież czyszczenie jest taaakie nudne.<br />Rozczesałam grzywę, a potem zaplotłam jej ładne koreczki, żeby mi się znowu nie splątała podczas biegania. Ogon zaplotłam do połowy w warkocz, też głównie z tego powodu. Szczotą ryżową wytrzepałam ją z piasku, widać było, że dobrze bawiła się dzisiaj na pastwisku. Machnęła mocno ogonem kiedy doszłam do brudnego zadu i oczywiście twarde włosie trafiło mnie w rękę pozostawiając czerwony ślad. Jednak to raczej nie była agresja tylko przypadek. Teraz złapałam za moje kochane gumowe zgrzebło. Oczywiście ruda stała grzecznie, nawet nogi mogłam jej wyszczotkować. Kichałam i parskałam wśród unoszącej się w powietrzu sierści, no ale cóż, wiosna przyszła. Nie miałam zbyt dużo pracy przy zaklejkach. Potem małym zgrzebłem wyczyściłam jej delikatnie łeb. Nawet nie zdziwiła co ją po łepetynie drapie. <br />I przyszła kolej na miękką szczotę, w zasadzie jej ulubioną. Poszło szybko chociaż nie było tego reklamowanego efektu lśniącej sierści. Najwidoczniej musiałam coś zrobić nie tak, ale nie przesadzajmy to trening a nie wystawa. Starałam się dokładnie wyszczotkować miejsca gdzie leży siodło i popręg. Nie chciałam, żeby Sońka nabawiła się jakiś nieprzyjemnych obtarć, a potem by nie chciała biegać bo by bolało. Na koniec jeszcze zajęłam się kopytami. Nogi podawała ładnie, chociaż jakbym zaczęła z nimi robić coś nie po jej myśli, pewnie by mnie potraktowała ostro. Tak samo z kopytami. Jak już mówiłam, wcale się jej nie dziwię, sama bym nie pozwalała sobie ich dotykać gdybym była tak znakomitym wyścigowcem.<br />Przy siodłaniu nie było żadnego problemu. Zapięłam porządnie popręg, sprawdziłam paski przy uździe i zawinęłam nogi klaczy. Złapałam mocno wodze i wyszłyśmy przed stajnię.<br /><br />Miałam zamiar ją trochę polonżować przed jazdą, ale oczywiście wpadłam na ten pomysł za późno. Jednak aby przejechać się na tor też potrzebujemy trochę czasu, więc potraktowałam to tak jak zwykle, czyli jako te programowe 15 minut stępa. Na ostatnich metrach popędziłam rudą do kłusa. Tak dojechałyśmy na tor gdzie nie musiałyśmy się już dużo rozgrzewać. Tylko tradycyjna, ciągnąca się w nieskończoność, rundka po torze kłusem. <br />Potem przyspieszyłam do galopu. Tu już w półsiadzie jechałam, jednak nie pozwalałam się klaczy dobrze rozpędzić. Znowu przejście do kłusa, potem do stępa. I znowu ze stępa do kłusa, kawałek kłusem i popędzenie do galopu. Tym razem na chwilę pozwoliłam jej nabrać prędkości i znowu ją zwolniłam. Powtórzyłam tak przejścia kilka razy. Za każdym razem wydłużając każdy chód, nawet ten szaleńczy galop jaki usiłowała rozwinąć.<br />Dzisiaj miałam zamiar przebiec ze dwa razy te podłe 1800m. Nie jest to wg. Mnie ani dużo ani mało, więc powinnyśmy dać radę. Na szczęście nic mnie nie bolało, nie zapowiadało się na jakieś bunty ze strony mojego organizmu, a Sonador była w znakomitym humorze. Wszystko powinno pójść dobrze.<br /><br />Startowałyśmy z bramki. Spokojnie weszła do środka i czekała w skupieniu aż się otworzy. Czułam jak napięła wszystkie mięśnie, dobrze wiedziała jaki dystans ją czeka. To już nie był typowy sprint, na nasze szczęście. Musiałyśmy dobrze rozłożyć siły, choć to nie znaczy, że start miał być badziewny. Zwykle nadrabiałyśmy na finiszu, traciły na zakrętach. Jednak nie mam zamiaru jej na siłę zmuszać do przyspieszania akurat przy skręcie, bo ja chce jeszcze trochę pożyć i myśle, że ona też. Ruszyłyśmy. Start prawieże doskonały. Mocne wybicie i od razu zaczeła nabierać prędkości. Nie poganiałam jej, szkoda mi było ręki. Jedynie darłam się wisząc jej nad szyją. Złapałyśmy dobry rytm. Pierwszy zakręt. Jak zawsze zwolniłyśmy jednak po wyjściu na prostą trzepłam ją odruchowo batem. Wyciągnęła się jak długa. Doskonale wydłużyła krok i mocno się wybijała. Sprawiała wrażenie, że wręcz leci nad ziemią, jednak latające wkoło błoto dawało do zrozumienia, że jednak rwie kopytami ziemię. Przytrzymałam ja przy wejściu w kolejny zakręt. Zniosło nas trochę na zewnętrzne koło, jednak to niczemu nie przeszkadza. Zawsze po zewnętrznej łatwiej jest wyprzedzić grupę koni, niż biegnąc cały czas przy płocie.<br />Wychodząc na prostą lekko się potknęła, ale na szczęście złapała równowagę. Nie straciłyśmy nawet dużo na prędkości. Pogoniłam ją trochę. Nachyliłam się bardziej nad jej szyją i zaczęłam popędzać ją głosem. Znowu zakręt. Tym razem pokonany płynnie i sprawnie. Ostatnia prosta. Kasztanka miała jeszcze sporo sił i na ciągłym posyłie zaczęłyśmy nasz finisz. Wypruwała z siebie flaki i wyciągała w nieziemskim tępie, daleko nogi. Przebiegłyśmy koło celownika i zaczęłyśmy rozkłusowywanie. Przecież miałyśmy przebiec jeszcze raz. Drobiła strasznie. Nie widziałam jeszcze u niej tak charakterystycznego dla wyścigowców kłusa. Całkiem możliwe, że wiedziała, że za chwilę będzie musiała znowu biec. No bo bez przesady, żeby trening składał się jedynie z 2 minut biegu i godziny rozgrzewki. Przeszłyśmy do stępa. Ale tylko na chwilkę, tylko po to, żeby dać jej chwilę na złapanie oddechu. Obie bowiem doskonale wiemy, że Sońka jest wytrzymała i da radę pobiec ten dystans jeszcze raz. Nawet jeżeli czas miałby być gorszy niż poprzedni bieg, to i tak trochę popracujemy nad kondycją.<br /><br />Weszłyśmy znowu w bramki startowe. Rudy paszczak zarzucił mocno łbem, jakby chciała powiedzieć: &#8222;Przecież jestem zmęczona, ja już nie biegnę&#8221;. Trochę się powierciła, ale coś tam do niej poględziłam i się uspokoiła. Zaczęłam powoli i cicho odliczać. Sońka stanęła w skupieniu. Tak jak miała w zwyczaju wbiła wzrok w tor i napięła mocno rozgrzane mięśnie. Huk otwieranych bramek wyrwał nas z zadumy. Ruszyła pełną parą. Zebrała się sama w sobie i zaczęła mocno przebierać nogami. Kilkadziesiąt metrów przed pierwszym skrętem rozciągnęła się jednak po chwili zwolniła. Nie wypadłyśmy zbytnio z rytmu. Kolejna prosta. Mocno trzepnęłam ją w zad. Wyrwała do przodu. Cały czas przyspieszała. Skuliłam się na jej grzbiecie i złapałam rytm. Popędzałam ją głosem. Dobrze wiedziałam jak może zareagować na zbyt mocny posył. Teraz nie były mi potrzebne żadne wierzgania i bunty.<br />Kolejny zakręt. Znowu zwolniłyśmy. I bardzo dobrze, bo Sonia znowu robiła niewiadomo co z nogami i zaczęła się potykać. Jednak opanowałyśmy sytuację i na ostatnią prostą weszłyśmy już na pełnym gazie. Zmęczona śmiertelnie, pieniąca się jak dobrej jakości gąbka, wyciągnęła szyję, wydłużyła krok, mocno rwała ziemię, a błoto latało naokoło nas. Włączyłam odruchowo posył, tak dla zasady. Byłyśmy coraz bliżej mety. Ostatnie metry. Ona cały czas przyspieszała. Ja się darłam chociaż brakowało mi tchu. Przebiegłyśmy obok celownika. Przestałam machać batem, jednak ruda cały czas biegła. Stopniowo zwalniała. W końcu przeszła w szybki kłus. Poklepałam ją z ochotą po szyi i po przekłusowaniu połowy okrążenia przeszłam do stępa. Puściłam wodze i zaczęłam się rozciągać, bo znając życie jutro nie wstanę z łóżka bo mnie wszystko będzie bolało. Stępowałam tak dobre 20 minut wystawiając twarz do słońca i pozwalając odpocząc swoim biednym nogom. Do tego Sońka trochę przeschła i mogłyśmy na spokojnie wrócić do stajni.<br /><br />Zanim nakryłam ją derką, przejchałam jeszcze zgrzebłem, żeby pozbyć się świeżych zaklejek, a potem jeszcze ręcznikiem, żeby szybko ją wytrzeć. Tak, wiem, że powinnam ja wymyć jednak nie miałam do tego zbytnich warunków. Warunków. Oglądnęłam jej nogi. Trochę się obawiałam o te przednie, o które dzisiaj tak mocno zachaczała, jednak nie widziałam ani zranień ani opuchlizny. Cieszyłam się, że założyłam jej te ochraniacze badziewne. Wtarłam tradycyjnie wcierkę po czym owinęłam je świeżymi bandażami. Nakryłam ją derką i powoli poszłyśmy do boksu. Sprawdzałam po drodze czy nie kuleje. Szła zgrabnie, ze spuszczoną głową i powoli stawiając nogi. Widać było, że jest zmęczona. Rozbudziła się trochę kiedy zobaczyła że wyciągam z kieszeni kawałeczek marchewki. Ona też potrzebuje trochę się ponaciągać po treningu więc powtórzyłam nasze ćwiczenia, które zwykle wykonujemy przed jazdą. Tyle, że tym razem było tylko po 5 powtórzeń każdego ćwiczenia, żeby czasu i sił zbytnio nie marnować.]]></description>
<pubDate>Czwartek 24 Marzec</pubDate>
<comments>Czwartek 24 Marzec</comments>
</item>
<item>
<title>Przejscia miedzy chodami, zakrety.</title>
<link>http://www.vanilla.pun.pl/viewtopic.php?pid=193#p193</link>
<guid isPermaLink="false">193@http://www.vanilla.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Celem dzisiejszego treningu bylo pocwiczenie nad dokladnoscia wykonywania komend. W sklad wchodzily przejscia miedzy chodami - w tym chody posrednie oraz zwalnianie bez przejscia do nizszego chodu, dodatkowo zatrzymania i zakrety. <br />Na miejsce jazdy wybralismy kryta ujezdzalnie, bo od samego rana jakos tak nieprzyjemnie padajakas chlodna mrzawka. niby moznaby isc na odkryta, ale nie nalezy to do najprzyjemniejszych rzeczy, a co gorsza wyglada na to, ze zaraz moze sie rozpadac na dobre. Z ubieraniem mielismy troche problemow bo gniady nei chcial przyjac wedzidla. Odwracal glowe, zadzieral ja gdzies do gory nie wiem po co. Chyba trzeba zainwestowac w smakowe wedzidlo.<br />Wjechalismy szybszym stepem bo ogier byl dzisiaj neiprzecietnie pobudzony od samego ranka. Nic dziwnego - w koncu nie na codzien ma tyle klaczek dookola. Zaczelismy od krecenia blizej nieokreslonej formy serpentynek po calej powierzchni unikajac glownego sladu. Po rozgrzewce w trakcie ktorej jeszcze profilaktycznie podciagnelam popreg ruszylismy klusem. <br />To dziwne, ze Speedway idzie tak bardzo do przodu. Moze nie wyrywal sie, ale bylam przyzwyczajona do wluczenia nogami za soba, a tu prosze - taka niespodzianka. Przyspieszylam klus do wyciagnietego by ogier troche sie wyszalal, gdzie wykonalismy duzo wolt w narozniku. nie podobalo mu sie to specjalnie bo zaburzalo ten przyjemny ruch do przodu i zmuszalo do zwolnienia. Nastepnie serpentyna wzdloz dlugiej sciany w takim troche szybszym klusie. Paskudnie dalo sie wyczuwac jego sztywnosc jeszcze, musimy nad tym sporo popracowac. <br />Zwolnilismy do klusa roboczego, z czego przecwiczylismy zatrzymania. Urozmaicenie wyciagnietym klusem z ktorego przejscia bezposrednio do stepa. Cwiczenie to powtorzylismy kilkukrotnie, po czym zmioenilismy kierunek jazdy. Teraz stepem przejezdzalismy przez krotka sciane, na dlugiej sredniej predkosci klusem. Po okolo 10 okrazeniach zmienilismy tempo tak, by na krotkiej znalazl sie zebrany klus, natomiast na dlugiej zdecydowanie wyciagniety. To ewidentnie zmeczylo Speeda, ktory juz zdecydowanie nie szdl do przodu tak jak na poczatku i powrocil do bawienia sie w &quot;przyspiesz mnie&quot;.<br />Odpocelismy troche w stepie. Wykonalismy kilka wolt i zakretow. Ponowne zaklusowanie, teraz jzu bardzo spokojne, bo po woli zblizalismy sie do konca jazdy. Pozmienialismy kierunek jazdy przez polwolte, w miedzy czasie wykonujac duzo figor na ujezdzalni. Mam nadzieje, ze to jakos zaowocuje w pozniejszej pracy nad elastycznoscia. Jak na razie jest to bowiem bardzo niewygodne. Powyginany kon w zygzak zwolnil do kusa, co bylo jednoznaczne ze stepowaniem koncowym.]]></description>
<pubDate>Wtorek 22 Marzec</pubDate>
<comments>Wtorek 22 Marzec</comments>
</item>
<item>
<title>zawody</title>
<link>http://www.vanilla.pun.pl/viewtopic.php?pid=192#p192</link>
<guid isPermaLink="false">192@http://www.vanilla.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Crunchy dziekuje za pomysly, cos napewno zroganizuje :)]]></description>
<pubDate>PoniedziaĹek 21 Marzec</pubDate>
<comments>PoniedziaĹek 21 Marzec</comments>
</item>
</channel>
</rss>
